Ostatnia aktualizacja: 09:00 10/11/2018

S Z C Z Ę Ś Ć   B O Ż E




Tym śląskim pozdrowieniem witamy Was na naszej stronie internetowej


Ojciec Święty Jan Paweł II, powiedział "Niech nie znika to piękne pozdrowienie "Szczęść Boże" i "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

Jest nam niezmiernie miło, że odwiedziłeś naszą stronę. Znajdziesz na nich informacje o naszej posłudze duszpasterskiej, o wspólnotach, w których możesz pogłębiać swoją wiarę, a także dowiesz się co słychać w naszej parafii, jej historię.










MYŚL TYGODNIA.

Całe cierpienie dzisiejszego świata zaczyna się w domach. Nie mamy czasu nawet na to, by spojrzeć na siebie nawzajem, by porozmawiać, nacieszyć się czyjąś obecnością.

św. Matka Teresa z Kalkuty.




XXXII NIEDZIELA ZWYKŁA – Rok B, II - 11.11.2018.
Pełniej zawierzać Bożej dobroci:


W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus patrzy jak ludzie wrzucają pieniądze do skarbon, których wewnątrz świątyni było trzynaście ułożonych w kształcie trąb. I co zauważa – że bogaci wrzucają jedynie to co im zbywa, co nie jest dla nich żadną stratą, a jeszcze przy tym mogą się pokazać przed ludźmi, aby w ten sposób nasycić swoją próżność. Dlatego ocenia ich bardzo ostro: "Ci tym surowszy dostaną wyrok".



Ale Pan Jezus nie zatrzymuje się na tej smutnej obserwacji, bo oto kieruje swoją uwagę na ubogą wdowę, która wrzuca do świątynnej skarbony dwa pieniążki. Polskie tłumaczenie dodaje: "czyli jeden grosz". Chodzi o najmniejszą rzymską monetę 'quadrans' której wartość odpowiadała wówczas zapłacie za 10 minut pracy. Ta wdowa wrzuciła wszystko, co posiadała na swoje utrzymanie. I uczyniła to dobrowolnie i tak dyskretnie, że jedynie tylko Bóg mógł zauważyć jej uczynek spełniony z miłością i z taką całkowitą szczodrobliwością. Św. Cyprian, biskup i męczennik, napisał o niej: "Jakże błogosławiona jesteś, uboga wdowo, która jeszcze przed nadejściem Sądu zasłużyłaś sobie na pochwałę Sędziego!"



Pan Jezus swoim dzisiejszym nauczaniem zwraca moją uwagę nie tylko na motyw naszego dzielenia się, ale również żebyśmy nie obawiał się dawać i to dawać wspaniałomyślnie. Jak bardzo potrzeba nam wciąż uczyć się coraz pełniej zawierzać Bożej dobroci. Bo gdy zejdziemy z tej drogi – pozostaniemy tylko ze swoim egoizmem. A wtedy tak łatwo można przeoczyć Jezusa, wciąż obecnego na ludzkich drogach. Albo i jeszcze gorzej – tak jak przydarzyło się mieszkańcom Nazaretu, kiedy to Pan Jezus na początku publicznej działalności musiał wypowiedzieć gorzkie słowa swoim krajanom: "Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepie Sydońskiej". Na te słowa bardzo gniewnie zareagowali i to do tego stopnia, że wyprowadzili Pana Jezusa za miasto, aby Go strącić z góry. Furia z jaką wybuchli obnażyła prawdę o nich: nie byli zdolni do poświęceń wtedy, gdy przyszedł czas nawiedzenia, a potrafiła to uczynić pogardzana cudzoziemka.

wg ks. Mariana Łękawy SAC



12 listopada - Wspomnienie Jozafata Kuncewicza, biskupa i męczennika


Jan urodził się w 1580 r. we Włodzimierzu Wołyńskim. Pochodził z rodziny mieszczańskiej. Wysłany do Wilna, aby przysposobił się do zawodu kupieckiego, zetknął się tam ze sprawą unii. W 1604 r. przyjął habit bazyliański oraz imię Jozafat. W pięć lat później po studiach teologicznych został kapłanem.
W wieku 38 lat został arcybiskupem unickim w Połocku, gdzie podjął pracę bardziej misjonarza niż pasterza. Będąc biskupem nadal prowadził życie skromne i surowe. Swoje jednoizbowe mieszkanie dzielił z bezdomnym. Jego działalność budziła niezadowolenie przeciwników unii z Kościołem Rzymskim. Po powrocie z sejmu w Warszawie (1621) doszło nawet do zamieszek i tumultów prawosławnej ludności. Kiedy wyszedł do tłumu demonstrującego przed jego mieszkaniem w Witebsku 12 listopada 1623 r., został napadnięty i zabity. Sponiewierane ciało Świętego utopiono w Dźwinie.
Arcybiskup Jozafat został beatyfikowany w 1643 r., kanonizowany w 1867 r. Jest patronem diecezji siedleckiej, drohiczyńskiej, zakonu bazylianów, Rusi, Litwy, Wilna. Jego relikwie odbyły tułaczą i długą drogę. W związku z rozszerzającym się wpływem prawosławia na terenach wschodnich Królestwa Polskiego były one składane w miastach Białorusi, na Litwie, w Polsce. W 1667 r. powróciły do Połocka. W 1706 r. z obawy przed profanacją umieszczono je w kaplicy zamku Radziwiłłów w Białej Podlaskiej. Po kanonizacji Świętego carat zażądał, aby je ukryto w podziemiu kościoła bazylianów. W 1916 r. przewieziono je do kościoła bazylianów św. Barbary w Wiedniu. Od 1949 r. spoczywają w bazylice św. Piotra na Watykanie.







13 listopada Święci Benedykt, Jan, Mateusz, Izaak i Krystyn, pierwsi męczennicy Polski



Święci Benedykt, Jan, Mateusz, Izaak, Krystyn, męczennicy (+1003). Benedykt (ur. 970) pochodził z Benewentu. Był benedyktynem. Potem pustelnikiem. Po pewnym czasie przyłączył się do św. Romualda. Jan (ur. 940) pochodził z rodziny patrycjuszów weneckich. Z dożą Piotrem I Orseolo potajemnie opuścił Wenecję, udając się do opactwa benedyktyńskiego w Cusan koło Perpignan. Była to jedna z sensacji średniowiecza. Tam pędzili życie pustelnicze. Po pewnym czasie opuścili opactwo. Jan udał się do św. Romualda, tam zaprzyjaźnił się z Benedyktem. Obaj przez pewien czas byli eremitami. Zapewne na prośbę Brunona z Kwerfurtu zdecydowali się na wyjazd do Polski. Po przybyciu na dwór Bolesława Chrobrego i założeniu pustelni na terenie, który im podarował (osiedlili się na terenie dzisiejszego Wojciechowa pod Międzyrzeczem), dołączyli do nich Polacy możnego rodu: rodzeni bracia Mateusz i Izaak - nowicjusze, oraz Krystyn - klasztorny sługa. W nocy z 10 na 11 listopada 1003 roku zostali napadnięci przez zbójców i wymordowani. "Żywot pięciu braci męczenników" napisał wkrótce potem Bruno z Kwerfurtu (1006). Są to pierwsi męczennicy polscy wyniesieni na ołtarze. W poczet świętych wpisał ich Jan XVIII. Patronują diecezji gorzowskiej. W archidiecezji poznańskiej i włocławskiej ich pamiątkę obchodzi się jako święto.









Wspomnienie św. Alberta Wielkiego, biskupa i doktora Kościoła 15 listopada.



Urodził się prawdopodobnie między 1193 a 1200 r. na terenie Niemiec. Studiował w Padwie i w Bolonii, gdzie w 1221 r. z rąk bł. Jordana z Saksonii otrzymał habit dominikański. Profesję zakonną a następnie święcenia kapłańskie przyjął w Kolonii.

Św. Albert z zaangażowaniem prowadził diecezję z czasem jednak zwrócił się do papieża o zwolnienie go z urzędu, uznając się niegodnym powierzonej mu funkcji. W następnych latach Albert z poświęceniem wypełniał polecenia papieskie, biorąc m.in. udział w łagodzeniu sporu pomiędzy metropolitą kolońskim a miastem Kolonią.

Papież Pius XI nadał Albertowi tytuł doktora uniwersalnego, zaś potomni chętnie nazywali go wielkim.

Zmarł 15 listopada 1280 r. w Kolonii. Albert został beatyfikowany przez Grzegorza XV w 1438 r. W 1459 r. został zaliczony przez Piusa II do grona Doktorów Kościoła. Kanonizował go Pius XI 6 grudnia 1931 r. Jego następca, Pius XII, ogłosił go w 1942 r. patronem studiujących nauki przyrodnicze. Albert jest ponadto patronem górników. W ikonografii św. Albert przedstawiany jest w habicie dominikańskim, czasami w mitrze lub jako profesor. Jego atrybutami są: księga, krzyż, lilia jako symbol wiernej duszy, mitra, ptasie pióro.

Albert Wielki był niekwestionowanym autorytetem alchemicznym XIII w. Alchemicy często powoływali się na niego i odwoływali zarówno do jego pism autentycznych, jak i apokryficznych. Miał być autorem dzieła "De mirabilibus mundi" ("O cudach świata" - to w nim opisuje budowę rakiet, armat, wspomina o prochu i saletrze) (...), "Compositum de Compositis" oraz "Liber de Alchemiae". W okresie wieków średnich utwory te były bardzo popularne i alchemicy europejscy rozczytywali się w nich z największym upodobaniem. Co do ich rzeczywistego pochodzenia zdania są dziś podzielone, nie wywołuje jednak wątpliwości autorstwo "De mineralibus" ("O minerałach"), w której oprócz zestawienia opisów ponad stu minerałów, Albert powołuje się na naukę Arystotelesa i autorów arabskich, wprowadzając (...) niewiele własnych uwag i obserwacji. Charakterystyczna dla XIII w. jest podana przez niego definicja płomienia: "Płomień jest niczym innym, jak płonącym dymem". Podobną definicję możemy znaleźć u Arystotelesa i Galena.

Albert Wielki zajmował się alchemią i dopuszczał możliwość transmutacji metali. Jak sam podaje przestudiował wiele dzieł hermetycznych poszukując odpowiedzi, które metale są "czyste" (sam był zdania, że nie tylko złoto jest "szlachetne"), a które "niedoskonałe". Miał jednak krytyczny stosunek do eksperymentów alchemicznych odkąd stwierdził, że złoto otrzymane w ich wyniku nie wytrzymuje próby ognia. W "Alchemii" ostrzegał też adeptów tej sztuki, by dla własnego dobra unikali "posady" nadwornego alchemika.











Następna strona